Jezus przedsiębiorcą? A co to za teologia sukcesu?! Jeszcze tylko mi brakuje prywatnego odrzutowca i rzeszy ślepo patrzących na mnie wyznawców, którzy spijaliby każde słowo z mych ust i bronili moich poglądów, nawet tych najbardziej wypaczonych.
Spokojnie, nic z tych rzeczy. Nie zmieniam się w Kennetha Copelanda ani żadnego innego zwolennika „ewangelii sukcesu”. Na co dzień pracuję z przedsiębiorcami, również katolickimi, i widzę, przed jakimi wyzwaniami stają każdego dnia. Szukają drogi, rozwiązań, inspiracji.
Mogę ich oczywiście kierować do podręczników psychologii akademickiej, książek o rozwoju osobistym albo coraz popularniejszych, kolorowych książek pop-psychologicznych, od których roi się na półkach w Empiku. Ale mogę też odwołać się do dzieła programowego naszej cywilizacji – Biblii. Jak to mówi pewien kardynał: „Tam jest wszystko”. Również przepis na to, jak stawać się lepszym… przedsiębiorcą.
Oczywiste jest to, że Jezus nie przyszedł uczyć nas, jak zarabiać pieniądze, tworzyć modele biznesowe czy rozpisywać listę procedur onboardingowych. Przyszedł po to, aby… „każdy kto w Niego wierzy, nie zginął, lecz życie wieczne miał”. Natomiast kiedy odwołamy się do tej ludzkiej postaci Jezusa i przyjrzymy się temu, jak wybierał ludzi, podejmował decyzje, stawiał granice, delegował odpowiedzialność i rozumiał człowieka, okazuje się, że przedsiębiorca może się od Niego nauczyć zaskakująco dużo.
01. Nie zatrudniaj na podstawie CV, tylko zobacz potencjał
Gdy [Jezus] przechodził obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał dwóch braci: Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich: «Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi». Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim. A gdy poszedł stamtąd dalej, ujrzał innych dwóch braci: Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, jak z ojcem swym Zebedeuszem naprawiali w łodzi swe sieci. Ich też powołał. A oni natychmiast zostawili łódź i ojca i poszli za Nim.
Mt 4,18-22
Kiedy myślimy o zbudowaniu firmy, to gdzieś na samym początku pojawia się temat zasobów ludzkich (w języku polskim: ludzi; pozdrawiam wszystkich fanów HR-u). To oczywiste, bo ciężko zrobić wielką firmę w pojedynkę. Dobry zespół jest silnym gwarantem sukcesu.
W związku z tym chciałoby się mieć u siebie tych najlepszych. Same perełki. Albo inaczej – diamenty, tylko że nieoszlifowane. Do tańca i do różańca. Najlepiej gdyby firma składała się wyłącznie z osób, które ładnie można etykietować zwrotem ONE-MAN ARMY.
Jak takich znaleźć? Przelecieć po pozycjach w CV – gdzie pracował, co robił, jakie wyniki osiągał, gdzie się uczył. To powinno pomóc w rozeznaniu, prawda? No nie do końca.
Zobacz, w jaki sposób Jezus formował Apostołów. Przypomnę tylko, że do nich należało najważniejsze (ludzkie) zadanie w kontekście całego chrześcijaństwa, więc nie mogli to być ludzie z łapanki (czyżby?!). Jezus nie analizował ich przeszłości. Nie myślał w kategoriach sprawdzenia doświadczenia. A tym bardziej – nie przeprowadzał rozmowy rekrutacyjnej w klimatyzowanym gabinecie. Ujrzał dwóch braci, dostrzegł w nich to „coś” i powiedział: „Pójdźcie za mną”. Koniec rekrutacji. Potem kolejni. Pan Jezus szukał potencjału, a nie talentu.
Jednym z największych błędów przedsiębiorców jest zatrudnianie ludzi wyłącznie na podstawie tego, kim są dzisiaj. Jezus patrzył trochę dalej – na to, kim człowiek może się stać. I to jest perspektywa, która robi różnicę.
Pytanie: Czy zatrudniasz ludzi za to, kim są, czy za to, kim mogą się stać?
02. Nie staraj się robić wszystkiego własnymi rękami
Następnie przywołał do siebie Dwunastu i zaczął rozsyłać ich po dwóch. Dał im też władzę nad duchami nieczystymi i przykazał im, żeby nic z sobą nie brali na drogę prócz laski: ani chleba, ani torby, ani pieniędzy w trzosie.
Mk 6,7-8
Czy Jezus mógł w pojedynkę ewangelizować świat? Pewnie, że tak. Ciało nie było dla niego ograniczeniem. Ale wiedział, że wielkie rzeczy buduje się na ludziach. I tu mam na myśli naprawdę WIELKIE rzeczy, bo misja apostołów wykraczała poza KPI, które znamy z korpo.
Tam nie chodziło o wynik, ROAS, czy liczbę kliknięć, ale o łowienie na morzach dusz ludzkich. Można by pomyśleć, że tylko Jezus był do tego zdolny. Ale w rzeczywistości pozwala działać apostołom. Daje im wolną rękę. To znaczy… Wyposaża ich w “instrukcję obsługi” i pozwala działać.
Jak pamiętasz z Ewangelii nie zawsze wszystko szło po myśli apostołów. To jest piękne, że widzimy ich nieporadność. Tak u juniora w korpo. W kilku miejscach Jezus musiał po nich naprawiać pewne rzeczy. Ale to nie przekreślało ich roli. Ich misja cały czas trwała.
Odnieś to do siebie. Czy nie jest tak, że zawsze to Ty masz najwięcej do powiedzenia? Że chcesz pokazać, że sam zrobisz wszystko najlepiej? Czy potrafisz mądrze delegować zadania i nie wtrącać się niepotrzebnie w trakcie ich wykonania? Zaufaj, przede wszystkim zaufaj. Daj wskazówki i powiedz: Idź i zrób to! Tak jak Pan Jezus.
03. Postaw twarde granice na kanwie wartości
Zbliżała się pora Paschy żydowskiej i Jezus udał się do Jerozolimy. W świątyni napotkał siedzących za stołami bankierów oraz tych, którzy sprzedawali woły, baranki i gołębie. Wówczas sporządziwszy sobie bicz ze sznurków, powypędzał wszystkich ze świątyni, także baranki i woły, porozrzucał monety bankierów, a stoły powywracał. Do tych zaś, którzy sprzedawali gołębie, rzekł: «Weźcie to stąd, a nie róbcie z domu mego Ojca targowiska!»
J 2,13-16
Kilka razy podczas rozmów z ateistami dochodziłem do momentu, w którym adwersarze poddawali pod wątpliwość fundamentalne tezy. Robili to z wykorzystaniem pytań z przedszkola (tak lubię je nazywać).
- Czy skoro Bóg jest wszechmogący, to czy może stworzyć kamień, którego nie będzie mógł podnieść?
- Czy Adam i Ewa mieli pępki?
- Dlaczego w Biblii nie ma słowa o dinozaurach?
Prędzej czy później pada pytanie, które podważa boską lub ludzką osobowość Jezusa. I tu też pasjonaci wszędobylskiej sensacji wyciągają działa w stylu: „…skoro Jezus był potulny jak baranek, to dlaczego wściekł się w świątyni?”.
To jeden z moich ulubionych fragmentów, szczególnie opisany przez Jana. Nie wchodźmy tu mocno w egzegezę tego fragmentu, bo na to będzie czas kiedy indziej, ale skupmy się na wymiarze dosłownym. Jezus wchodzi do świątyni, czyli domu Ojca. Miejsca niepodważalnie świętego. A tam hulaj dusza, piekła nie ma. Tragarze, handlarze, bankierzy, zwierzęta. Rumor, krzyki i wiwaty, jak w sarmackiej Polsce. Tylko dziada i baby brak. Scena totalnie abstrakcyjna, jak z Monty Pythona.
Jezus widząc to, nie podejmuje rozmowy naprawczej, tylko działa. Twardo i stanowczo. Wypędza wszystkich. Niszczy to status quo, tak często obecne w tamtejszej kulturze nawet dziś (kto był na Bliskim Wschodzie, ten wie o czym mówię).
Dlaczego? Bo spotyka się z czymś, co jest totalnie karygodne. Co się nie mieści w głowie. Jest totalną herezją, odstępstwem, karykaturą. W takich sytuacjach nie można stać biernie i patrzeć. Nie ma wtedy miejsca na dialog. To moment działania.
Czy też tak masz? Nie chodzi o to, aby być agresorem. Nie taki morał płynie z zachowania Jezusa. Chodzi o to, aby wyraźnie sprzeciwiać się wtedy, gdy bestialsko łamane są najważniejsze zasady. Aby być asertywnym i zachować spójność z własnymi wartościami.
Człowiek, który nie potrafi powiedzieć „nie”, nie jest wcale bardziej współpracujący. Jest po prostu pozbawiony granic.
04. Wykorzystaj zasoby, zamiast czekać na idealne warunki
Dzień począł się chylić ku wieczorowi. Wtedy przystąpiło do Niego Dwunastu mówiąc: «Odpraw tłum; niech idą do okolicznych wsi i zagród, gdzie znajdą schronienie i żywność, bo jesteśmy tu na pustkowiu». Lecz On rzekł do nich: «Wy dajcie im jeść!» Oni odpowiedzieli: «Mamy tylko pięć chlebów i dwie ryby; chyba że pójdziemy i nakupimy żywności dla wszystkich tych ludzi». Było bowiem około pięciu tysięcy mężczyzn. Wtedy rzekł do swych uczniów: «Każcie im rozsiąść się gromadami mniej więcej po pięćdziesięciu!» Uczynili tak i rozmieścili wszystkich. A On wziął te pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo i odmówiwszy nad nimi błogosławieństwo, połamał i dawał uczniom, by podawali ludowi. Jedli i nasycili się wszyscy, i zebrano jeszcze dwanaście koszów ułomków, które im zostały.
Łk 9,12-17
Rozmnożenie chleba to jeden z tych fragmentów, które pokazują skalę całej Ewangelii. Dosłownie, jak i w przenośni. Wyobraź sobie to wydarzenie na żywym przykładzie. 5000 osób dookoła Jezusa. To spora część stadionu, a nie było jeszcze nagłośnienia. Wszyscy głodni, a food trucki jeszcze nie dojechały na czas… Trzeba ich nakarmić. Dzisiaj pewnie nikt nie przejmowałby się takim głodnym tłumem i speaker ze sceny wszystkich odprawiłby w siną dal. Ale wtedy – trzeba było nakarmić.
Uczniowie są bezradni. Widać ich zwyczajną nieporadność (znowu). Ale Jezus nie wpada w panikę. Zachowuje spokój. Przystępuje do procedury. Mówi, co mają zrobić uczniowie i działa. Jest gotowy, aby operować na tym, co jest dostępne pod ręką.
Nie da się tego przełożyć tak idealnie na grunt biznesu, bo z całym szacunkiem, ale daleko Ci do Jezusa i Jego metafizycznych możliwości. Jednak warto zapamiętać, że w obliczu wielkich problemów lub niebotycznego wyzwania, należy zaczynać od zasobów, czyli zebrać to, co już masz. Ustalić fakty. Podać liczby. Działać na chłodno. Trochę wykalkulować. Zamiast przechodzić do języka emocji, wybrać język faktów. Bo nigdy nie jest tak beznadziejnie, żeby nie można było się z tego odkopać.
05. Nie musisz być bezdusznym robotem
Gdy więc Jezus ujrzał jak płakała ona i Żydzi, którzy razem z nią przyszli, wzruszył się w duchu, rozrzewnił i zapytał: «Gdzieście go położyli?». Odpowiedzieli Mu: «Panie, chodź i zobacz!». Jezus zapłakał.
J 11,33-35
Są takie zmiany pokoleniowe, które widać gołym okiem. Jedną z nich jest podejście do męskości. Nie wiem, czy też masz taką reprezentację świata, ale w mojej bańce jest trochę tak, że męskość kiedyś, powiedzmy za pokolenia moich rodziców, była postrzegana przez pryzmat maczo-samców. Twardzi, nieustępliwi, jurni, tacy, do których bez noża lepiej nie podchodź. Znają się na wszystkim najlepiej. Ufają tylko sobie i swojej intuicji. Nie okazują emocji, bo to dla bab.
I to ostatnie zdanie jest najważniejsze. Są trochę odrealnieni od świata ludzkiego. Operują w sferze przedmiotów, rzeczy, faktów i danych. Ale są wyzuci z istotnego elementu człowieczeństwa, czyli emocji.
Dziś z kolei widzę, że to wahadło przeskoczyło na drugi biegun. Mężczyźnie pozwala się okazywać publicznie emocje, a nawet się do tego zachęca. Aby się uzewnętrzniał, gdzie tylko się da, 24/7. Bo któż by chciał żyć z bezdusznym ogrem?!
I jakkolwiek nie lubię, gdy coś jest po środku, bo wtedy jest po prostu nijakie, tak w tym przypadku, aurea mediocritas z pewnością jest najlepszym rozwiązaniem. Ani hardość pachnąca PRL-em mnie nie kupuje, ani nowoczesna, emocjonalna inkluzywność.
Tak, emocje są ważne, ale nie róbmy z mężczyzn fajtłap. Tu świetnym wzorem jest, nie zgadniesz, Jezus.
Jezus płacze. W tamtym kontekście kulturowym to było coś wielkiego. Większego niż płacz teraz. Pan Jezus pozwala sobie na emocje. Odszedł jego bliski znajomy, niektórzy badacze powiedzieliby, że przyjaciel, więc zapłakał. To normalna reakcja.
To nie przejaw mazgajstwa, tylko uwertura do budowania osobowości prawdziwego lidera, który wie, kiedy może sobie pozwolić na upust emocji, a kiedy musi działać. W dalszej części Ewangelii czytamy o konkretnych krokach podjętych przez Jezusa. I mamy kolejny cud. A mogło się skończyć na wylewaniu żali w betańskim pubie.
Lider powinien pozostawać liderem. Może przeżywać emocje, być smutny, przyznać się do trudności, a jednocześnie nadal podejmować decyzje. Emocje nie odbierają sprawczości.
Będziesz takim przedsiębiorcą?
Jak się inspirować, to tylko wielkimi. I choć na półce możesz mieć biografie Muska, Trumpa, Bezosa, Gogginsa, czy tego gościa od firmy Nike, to i tak niedoścignionym wzorem będzie Jezus. Możesz pomyśleć, że z przedsiębiorczością ma niewiele wspólnego, ale tym wpisem pewnie udowodniłem, jak bardzo to stwierdzenie jest dalekie od prawdy.

